Wakacyjna przygoda Jacka

... Na dworze jeszcze było jasno, ale czułem że już za parę godzin nastąpi noc. W każdym razie muszę wracać, bo o tej porze roku w górach jest zimno, chyba nie dam rady spędzić noc na ziemi. Dobrze, podsumujmy jeszcze raz - latarki nie mam, ale niebo jest jasne, więc szlak będzie widoczny. Kompasa też nie mam, ale widzę północną gwiazdę, więc jakoś się zorientuję na  terenie. Brak mapy to prawdziwy problem, bez niej nie potrafię wybrać prawidłowego szlaku...

Co prawda mam zapałki. Rozpalić ogień i podać sygnał światłem. Tak, to chyba świetny pomysł. Nie jestem pewien że ktoś to zobaczy, ale w każdym razie muszę się ogrzać...

Już jestem prawie dwie godziny w drodze. Ten mój pomysł z ogniem był głupi, bo nikt go nie zauważył, tylko straciłem czas. Teraz już jest całkowicie ciemno, szlak nie jest tak dobrze widoczny jak mi się wydawało wcześniej. Do tego jeszcze pojawiły się chmury - pogoda w górach tak szybko się zmienia...

Nareszcie doszedłem do skrzyżowania, ale w ogóle nie pamiętam żeby ono tu było. Kurde, powinienem byłbym jechać do Egiptu zamiast wędrować po górach. Przecież jeszcze wcześniej zastanawiałem się nad tym po co to robię. Po co każdego roku wyjeżdżam w góry. Tu jest chłodno nawet latem, tu są niebezpieczne zwierzęta, zawsze, po tego rodzaju wycieczkach, bolą mnie nogi. Nie, jednak tu jest lepiej niż siedzieć w biurze przed monitorem...

Czekajcie, wydaje mi że słyszę jak ktoś woła mnie po imieniu...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jestem za gruby

Bogdanowi

Master i Margarita